8.5.21

Ojejku!


Nie Malgosiu droga, zaden wirus i zadna bakteria nie jest silniejsza ode mnie, lecz czas, a wlasciwie dezorientacja w nowej zyciowej sytuacji ograniczyla deczko moje mozliwosci przebywania posrod blogowych przyjaciol. Teraz zyje od spacerku do spacerku z moim pieskiem, a czas miedzy tymi wyjsciami jakis taki dla mnie wciaz za krotki. Spacery nasze dosc dlugie, przerywane odpoczywaniem na laweczkach, ktorych w Gliwicach niemalo, wiec i czas na inne przyjemnosci nieco sie skraca. Przy komputerze nie bylam parenascie dni. Wciaz obiecuje sobie, ze sie zorganizuje, lecz, jak to czesto bywa, czlowiek planuje, a zycie steruje. No wiec poddalam sie tempu mojego zycia, czyli calkowitej jego spokojnosci. Spiesze sie tylko z placeniem rachunkow, reszta plynie laminarnym nurtem. Czy wiesz Malgosiu, ze wychodzi mi to na dobre? No bo wlasciwie do czego emerytka ma sie spieszyc? Nie dla niej juz wyscig z czasem, nogi juz tak nie nosza jak przed laty. No moze rankiem nieco przyspieszam - Dinus potrzebuje dosc szybkiego wyjscia, bo porzadny z niego piesek i swojego terenu nie obsika, lecz gdy tylko po nocy zalatwi swoje sprawy, zwalnia i przystosowuje sie do mojego tempa spacerowania. I tak dzien za dzionkiem, czas uplywa, a ja ciesze sie kazdym kolejnym dniem, kazdym kolejnym porankiem danymi mi przez Tatke.

28.3.21

Dinuś

Obie fotografie byly zrobione w Niemczech. Dino mial wtedy 6 lat.

Prawda Daguniu, ze Twoj Baster jest do Dinusia podobny?
Baster do Dinka, nie odwrotnie, bo moj piesio jest chyba starszy
od Twojego. Dino ma 11 lat, jego mamusia prawdopodobnie byla rasowa
Border Coolie. Tak powiedzial mi weterynarz. Nie wiem, czy tak jest w istocie,
lecz bardzo rezolutna ta psinka, wiec wierze slowom lekarza. Jeszcze piec lat temu, 
gdy wykupilam go ze schroniska w Niemczech, byl na wpol dzikim pieskiem.
Niczego go nie uczylam, sam, w swojej madrosci, pojal, ze trzeba sie deczko
ucywilizowac. I tak sie stalo. Dzis jest ustatkowanym, czulym starszym panem,
bardzo spokojnym, kochajacym ludzi mimo, ze wczesniej tyle zlego doznal z rak
czlowieka. Jego prawie cale cialko jest pokryte bliznami, a jedno zebro ma zlamane.
Ale to juz przeszlosc, dzisiaj jest pieskiem szczesliwym, a ja szczesliwa podwojnie :) 

24.3.21

Uśmiechnięta dojrzałość

Tak bardzo sie ucieszylam, gdy w sluchawce uslyszalam glos Evy. Tak dawno sie z nia nie widzialam, dawno nie kontaktowalysmy sie. Eva mieszka w Wiesbaden, poznalysmy sie w domu pani Genzmer, ktora sie opiekowalam az do jej odejscia. Eva w tym czasie pracowala w niemieckim Czerwonym Krzyzu i kontrolowala aparature monitorujaca funkcje zyciowe m. in. mojej podopiecznej. Zaprzyjaznilysmy sie; do tego stopnia, ze swego czasu razem pojechalysmy na urlop, na Gran Canarie. Te wspolne dwa tygodnie jeszcze bardziej umocnily nasza przyjazna wiez. 

Eva to babka z klasa. To pani 80+, zawsze wypielegnowana i zawsze pieknie, gustownie ubrana. W Wiesbaden ma duzy piekny dom, w ktorym czesto urzadza spotkania znajomych i przyjaciol. Wciaz mnie do siebie zaprasza, lecz jak moge do niej jechac, skoro podroze mnie nie rajcuja? Wazniejszym jest fakt, ze Eva zapraszalaby mnie na dansingi, na calodzienne wycieczki, na rejsy statkiem po Mosel, (znam ja doskonale), a ja mam przeciez swojego ukochanego Dinusia, nie moge go zostawic na caly dzien samego, w obcym domu. Z przykroscia jej odmawiam, bo zawsze mile spedzalam z nia czas. Pisze o niej, bo Eva moze byc wzorem dla ludzi trzeciej mlodosci, jest niezwykle mlodziencza; ciepla, serdeczna, zawsze usmiechnieta i ma doskonaly kontakt z ludzmi, rowniez z mlodymi. Ujmuje wszystkich swoja zyczliwoscia. Jeszcze do dzisiaj interesuje sie losem swoich dawnych podopiecznych. Nie zapomina swoich przyjaciol, mamy nieczesty, lecz bardzo serdeczny ze soba kontakt. Eva w Niemczech i Janeczka w Polsce - takie Przyjaciolki sa na wage zlota, a przyjazn z nimi jest bezcenna.

15.3.21

Z żebra Adama arcydzieło

Nie poznalysmy sie jeszcze w tzw. realu, nie rozmawialysmy jeszcze nawet telefonicznie, lecz miedzy nami, mimo ograniczonego tylko do klikania w klawiature kontaktu, nawiazuje sie pewna wiez uczucia jednosci w pogladach na znany nam temat. Wiele o tym rozmyslam. Jestesmy dojrzalymi, doswiadczonymi zyciowo kobietami, ktore juz doskonale wiedza, jak zarzadzac swoim zyciem i czego od niego oczekiwac. Niejednokrotnie w zyciu zmierzylysmy sie z trudnosciami i roznie z tego wychodzilysmy. 

Moje ostatnie  przemyslenia na ten temat to cos w rodzaju konfrontacji z przeszloscia. Czesto, gdy ja przywoluje, probuje nazwac swoje odczucia i uczucia z nia zwiazane. Te dobre i te zle. Jestem wtedy szczera wobec siebie, nie oklamuje sie, choc emocje te nie zawsze sa dla mnie komfortowe. Jak radza sobie w takich okolicznosciach inne kobiety? Czy potrafia na ten temat rozmawiac z innymi? Czy potrafia zmierzyc sie ze swoimi przemysleniami, zrobic bilans swoich zyciowych niepowodzen i sukcesow? Czy potrafia okreslic sie, jakimi sa - silnymi, czy slabymi kobietami?

Dzisiaj, z perspektywy symbolicznego "wygodnego fotela", potrafie okreslic to, co w zyciu uczynilam i co osiagnelam. Czesto zastanawia mnie jednak fakt, dlaczego najpierw trzeba przejsc przez meke, aby dopiero po latach cieszyc sie zyciem. Jest rzecza oczywista, ze nie kazda z nas musi sama walczyc, ze wielu z nas latwiej chodzi sie zyciowa sciezka, ze wiele z nas ma obok siebie kogos, kto wspiera, a jakze czesto ten ktos sam walczy o szczescie swojej kobiety. Ja nie mialam tego szczescia i wiem, ze nie tylko ja kruszylam ten lancuch krepujacy poczynania dazace do osiagniecia swoich malenkich zyciowych sukcesow.  

Wiem, jak zbawienne jest  wyznanie swoich niepowodzen i zyciowych porazek przed sama soba, a takze przed przyjaciolmi w szczerych z nimi rozmowach. Czasem prawda jest tak trudna, ze nie kazda z nas zdobywa sie na takie wyznanie, nawet przed najblizszymi. Wiem tez, jak wazna jest wiara w siebie, w swoje mozliwosci i sile przerwania zlej passy, jak wazna jest cierpliwosc i wytrwalosc w walce o lepsze zycie. Sukces nie zawsze przychodzi z dnia na dzien, wrecz przeciwnie - wymaga on czasu i wielu umiejetnosci prowadzenia tej niezwyklej walki o dobra przyszlosc. To bardzo trudna nauka na wlasnych błedach, do ktorych nie zawsze latwo sie przyznac, a coz dopiero uznac je za wroga, ktorego trzeba pokonac, aby wyjsc z impasu.  To ogromny wysilek, przede wszystkim psychiczny, mozna w miedzyczasie zniechecic sie albo, co gorsze, doznac psychicznego zalamania. Wiem o tym - z autopsji. 

Niepowodzenie przekuc w sukces to mistrzostwo swiata. To tez pewien proces tworzenia, kreowania swojego przyszlego zycia. Ilez to potkniec po drodze trzeba zaliczyc, ile upadkow! Wtedy najwazniejsze jest z tych upadkow powstanie.

Nie! Już nie w kłębek zwinięta,
nie jak kotka wystraszona,
co w strachu przymyka oczęta.

Wiodę duszę mą skrzywdzoną
do światła.
Już pazurki naostrzyłam,
światło w sercu umieściłam.
Nikt już nie dotknie słowem złym.

Nikt nie skrzywdzi mojej duszy,
miłość kamień zimny kruszy, 
lwicy dziś odwaga w sercu mym.

Ze strachu i slabosci mozna sie otrzasnac. Trzeba tylko sobie wybaczyc poprzednie błędy, wytyczyc cel, zaplanowac spokojne, wywazone dzialania. Wiem, ze to bardzo trudne do zrealizowania, lecz do osiagniecia. Da sie to uczynic! Ja w tej drodze potrzebowalam pomocy psychiatry, wiec wiem ... 
Wybaczylam sobie, wyluzowalam, odpuscilam i zaczelam Nowe. Przestalam byc kruchą, bezbronną kotką. Odnalazlam w sobie sile, jakiej dotychczas nie znalam. Zaczelam siebie na nowo odkrywac. 

Jakie sa silne kobiety? Sa w stanie pokonac wiele przeszkod, aby osiagnac sukces w walce o lepsze zycie. W tej walce sa niezwykle odwazne, czesto trzeba im przekroczyc granice swoich, przede wszystkim psychicznych, mozliwosci. Sa to kobiety, ktore sie nie poddaja, maja otwarty umysl i pomysly na tworzenie nowych zyciowych sciezek. Pragna doswiadczac nowych rzeczy w swoim nowym zyciu i nigdy, niezaleznie od wieku, nie rezygnuja z nowosci, jakie je w zyciu moga zachwycic. Silna kobieta nie rezygnuje ze swoich marzen, dazy do ich spelnienia. Kreuje swoje zycie, swoj los. Nie pozwala,  aby robil to za nia ktos inny. Ster jej zycia tylko w jej rekach. Panuje nad swoim zyciem i broni je jak lwica. Pozytywnie widzi swiat i ludzi, bo potrafi ten swiat prawdziwie kochac. 

Zyciowe wyzwania nie powinny cie paralizowac.
Powinny pomoc ci odkryc, kim naprawde jestes.

/Bernice Johnson Reagon/


12.3.21

Nostalgicznie nieco

Bywaja w zyciu takie dni, gdy mysli kraza wokol tego wszystkiego, co jeszcze przede mna, co ma byc, co ma sie wydarzyc. Towarzyszy im wtedy muzyka, ktora kocham; cichutka, gdzies w tle. Ktos moglby pomyslec, ze po siedemdziesiatce wystarczy usiasc w fotelu i czekac na swoj czas, na swoje przeznaczenie. Ja tak nie mysle; moje mysli wybiegaja daleko w przyszlosc, mam przeciez jeszcze tyle marzen do spelnienia. Potrzebuje na to wiele czasu; by cieszyc sie tym, co kocham.

Dzis najwazniejszym dla mnie jest miec duze mieszkanie, wynajete z miasta. Takie, z ktorego mnie nikt nie usunie. Aktualnie wynajmuje piekny apartament, lecz jest on wlasnoscia osoby prywatnej, nie mam gwarancji, ze bedzie mi on sluzyc do konca moich dni. Nie moge tez nim rozporzadzac, jak to bywa w mieszkaniach miejskich lub spoldzielczych.  Apartament jest pieknie urzadzony, lecz ja mam wlasny styl, wlasne spojrzenie na to, co mnie w moim domu otacza. Dzis sa to drobne przedmioty, ktore moge ze soba wozic. Przezyly juz pare przeprowadzek od czasu, gdy opuscilam kraj. Dbam o nie, pielegnuje je, troszcze sie o nie, sa mi szczegolnie mile. I wazne, beda ze mna do konca. Pragne, by znalazly sie w domu, o ktorym marze. Bede go szukac, znajde go. Jesli nie da mi go Polska, powroce do Görlitz, gdzie piekne miejskie  mieszkania czekaja na mieszkancow z Polski. A Polska tuz, tuz, za Mostem Przyjazni. 

Aranzacja, ktora mnie fascynuje. Bede miala podobny kacik w salonie :)


Wiem, jak bedzie wygladalo to mieszkanko, jak bedzie umeblowane. Kazdy mebel bedzie starannie dobrany do mojego wyobrazenia, do mojego gustu. Bedzie przytulnie, kazdy kacik bedzie sie do mnie usmiechal. Bede w tym domu bezpieczna, bede szczesliwa. Zamykam oczy...to jest moj dom. Dom z dusza.